Wrażenia 2006
...uwaga! wszystkie teksty
zamieszczono bez poprawek -
w takiej formie, w jakiej do nas
dotarły...
Na wstępie chcę podziękować organizatorom tej akcji, bez których Ekipa
Świętego Mikołaja nigdy by nie zaistniała. Chcę również serdecznie podziękować Zosi, Jagodzie, Pająkowi i Habaziowi którzy udostępnili transport i aktywnie brali udział przy rozwożeniu jak i wręczaniu paczek.
W tym roku pierwszy raz brałem udział w tego typu akcji. Jest to niesamowite przeżycie, doświadczenie, emocje.. Widząc radość, uśmiech i wdzięczność tych małych istot oraz ich rodziców, dziadków trudno się nie wzruszyć.. Nie raz widząc warunki w jakich mieszkają te dzieci, ściskały serce.. Tak naprawdę nie zdajemy sobie nawet sprawy w jakich ciężkich warunkach żyją i jak bardzo potrzebne są tego typu akcje.. Fantastycznie, że chociaż przez ten jeden dzień w roku, jest ktoś, kto pamięta o tych najmłodszych i zupełnie bezradnych istotkach ? Dziękuję jeszcze raz wszystkim którzy przyczynili się do sukcesu tej akcji i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie nas jeszcze więcej, dzięki czemu trafimy do jeszcze większego grona dzieci ? „Światu potrzeba więcej wrażliwych serc i mniej zimnej stali”.
[pelen]
O akcji "mikolajowej" dowiedzialem sie ze studenckiej rozglosni RadiaLuz juz w 2005. Jako szczesliwy posiadacz wysluzonego wieloletniego modelu czerwonej Mazdy 121 zglosilem swoja kandydature na kierowce prezentowego. Jednakze moje zgloszenie dotarlo jako jedno z ostatnich i okazalo sie, ze wystarczajaca ilosc kierowcow byla juz wczesniej zapisana. W roku 2006 ponownie sluchajac rozglosni RadiaLuz, ktora de fakto patronowala calej akcji, ponownie sluch moj zawisl na potrzebie wolontariuszy i kierowcow w akcji sw. Mikolaja. Tym razem nie czekalem ani chwili i zglosilem ponownie swoja kandydature. Rzetelna i kontretna wymiana maili pozwolila ustalic godziny, w ktorych moglem rozwozic wolentariuszy. W "swiateczna" sobote 23ciego grudnia dotarlem we wskazane miejsce poznajac w budynku szkoly szereg mocno "nakreconych" akcja ludzi. Swietna organizacja, logistyka, zarzadzanie ludzmi oraz ilosc paczek do rozwiezienia stawialy wysoko poprzeczke organizacjom podobnego pokroju. Mimo poczatkowego wrazenia wszechogarniajacego chaosu, po chwili okazywalo sie, ze wszystko jest na swoim miejscu i calosc sklada sie na jeden organizm dzialajacy bardzo sprawnie. Poznalem czesc organizatorow akcji, dostalem w prezencie dwoch milych wolontariuszy i z mapa, wyjasnieniami oraz zapalem ruszylismy w trase. Odwiedzalismy dziesiatki domow, mieszkan i dzieci. Niektore miejsca z racji swojego tragicznego stanu zapadna mi w pamieci na bardzo dlugo, jednakze bylo takze cos co zapamietam do konca zycia. Za kazdym razem, gdy wreczalismy prezent dziecku, ktore faktycznie zylo w strasznych warunkach a prezent nasz byl przyslowiowa "gwiazdka z nieba", dziecko to "znikalo" doslownie na moment z tego swiata by zanurzyc sie w swiecie kolorowych marzen i zabawek by nastepnie po chwili powrocic do nas i obdarowac nas najszczerszym usmiechem jaki kiedykolwiek mialem okazje ogladac. Kazdorazowo taki usmiech dawal nam sile i moc do nastepnego wyjazdu, do odwiedzenia nastepnych ulic, bram i dzieci. Spedzilem dwa dni "rozdajac" nie tylko prezenty, ale rozdajac faktyczna radosc czasami i calych rodzin i musze przyznac, ze byly to najbardziej "swiete" Swieta od czasow kiedy sam bylem dzieckiem :]. Na zakonczenie pragne dodac, iz fakt, ze w 2007 na Swieta Bozego Narodzenia JA wiem co bede robil - Ale mam nadzieje, ze TY wiesz to takze i spotkamy sie na akcji sw. Mikolaja byc moze w jednym aucie ...
[Borys]
Ja dla siebie znalazłem w końcu produktywny sposób spędzania świąt, w trakcie których mogę sprawić drobną radość innym ludziom, a w szczególności dzieciom. Człowiekowi robi się lżej na duchu, ma poczucie, że przynajmniej jakiś mały dobry uczynek zrobił w tym czasie. Warto też zobaczyć, w jakiej biedzie ludzie żyją, bo dzięki temu można docenić warunki, w jakich samemu się mieszka. Jak to powiedział kolega, z którym byliśmy "na akcji" dwa lata temu: "A ja marudziłem, że u nas z budynków trochę tynk odpada..."
[Miłosz]
Szczerze mówiąc nie zdawałem sobie chyba sprawy z tego,że tuż obok tyle rodzin żyje w tak strasznych warunkach.Najbardziej utkwiły mi w pamięci obrazy dzieci,które nie wiedzą właściwie co to są te "Święta" i ten dzień niczym się dla nich nie różni od innych.To smutne obrazki. W momencie kiedy dostawały od nas prezenty widać było ich radość, niestety chwilową ale prawdziwą i to mi się podobało. Szkoda tylko,że rodziny,którym pomogliśmy to jakiś tam odsetek tych,którzy są w takiej sytuacji na codzień no ale wszystkim pomóc się nie da. Tym bardziej cieszę się,że mogłem pomóc w akcji i w następnych latach napewno również się włączę.
[Marek]
W tym roku, zupełnie przypadkiem, zbierałam głownie w Hali Kupców „Tęcza”. Zbiórka tam ma swoją specyfikę, i zbiera tam się inaczej, niż w innych miejscach – jako że market tam jest mały, z tylko 4 czy 5 kasami, możliwe jest tam pakowanie ludziom zakupów. Muszę przyznać, że przeszłam niezły kurs pakowania na tempo (przy trochę większych zakupach czasem ciężko było zdążyć, tak, by klient nie czekał) – ale to w sumie była najskuteczniejsza metoda. Poza tym, miała swoje uroki: stało się przy kasach, a trzeba przyznać, że kasjerki były bardzo miłe – więc rozmawiałyśmy sobie, żartowałyśmy, a jedna z kasjerek to nawet nakłaniała do rzucania do puszki zanim zdążyłam się odezwać? Ludzie też jakoś życzliwiej patrzyli, jak się pakowało – a że w ogóle byli przyjaźni, to było miło. No i można było patrzeć, jak maluchy po dostaniu naklejki chwaliły się rodzicom – którzy najczęściej zaraz przyklejali ją dziecku do kurtki czy czapki i jak wcześniej nie dali, to dawali monetę dzieciakowi.
Rozwożenie prezentów zaś to coś zupełnie innego. Trudno tu opisać wrażenia ogólne – w zasadzie wypadałoby napisać o każdej rodzinie osobno – ale spróbuję. Część dzieciaków była bardzo nieśmiała – czy to z powodu tego, że byliśmy im obcymi ludźmi, czy może jakiejś innej przyczyny – i przyjmowała prezent, czasem dziękując, po czym chowała się za rodzicami. Jedna dziewczynka tylko tuliła się do taty i nie chciała nawet na mnie spojrzeć… Większość jednak z radością brała prezenty – czasem ciesząc się cicho, prawie niewidocznie, czasem znacznie bardziej spontanicznie. U rodziców zaś było widać zazwyczaj wdzięczność – i dużo życzliwości. Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć ostatnia rodzina, u której byłam. Była tam czwórka dzieci i rodzice, a myśmy mieli nie tylko prezenty, ale i paczkę żywnościową. Mama rodziny przywitała nas bardzo radośnie – czasem rodzina nie jest tak miła jak ona była! – I śmiała się, że ona też musiała być grzeczna, żeśmy jej prezent przynieśli. Dzieciaki były bardzo grzeczne – starsze rodzeństwo pilnowało nawet tych młodszych – i cierpliwie czekały na prezenty, i ładnie dziękowały. Ale jak już mieli te prezenty to zaraz zrobił się harmider – najmłodszy to by chyba najchętniej wszedł do paczki…
Muszę przyznać, że tak spędzona wigilia była niesamowita – tylko nagle mało przestało się liczyć, co ja znajdę pod choinką…
[Dorota]
Ekipa Swietego Mikolaja pozwolila mi patrzec na Swieta w zupelnie inny sposob.Zaczelo sie od zbierania w supermarkecie - ludzie reaguja roznie, jak to ludzie. Jedni daja wiele bo im zbywa, inni dziela sie 'wdowim groszem', inni przechodza obojetnie, a jeszcze inni reaguja zloscia lub irytacja. Nauczylam sie jednego - po tym jak ktos zwymysla cie od zlodzieji, ktorzy wyludzaja pieniadze na wakacje pod palmami, musisz policzyc do trzech i usmiechnac sie do nastepnej osoby, bo ona wlasnie wlozy do koszyka cztery lalki Barbie i bombonierke Wedla. Na poczatku mialam tylko zbierac. W wigilie rano dostalam telefon, ze potrzebna jest osoba do rozwozenia paczek - zgadzajac sie myslalam ze zgadzam sie pomagac w szlachetnym celu, nie wiedzialam ze to tak naprawde pomoze mi... Jakkolwiek nie pochodze z rodziny w kotrej na swieta dzieci dostaja komputer, narty i telefon a dorosli nowy samochod, to obecnosc prezentow pod choinka byla dla mnie po prostu oczywista. Oczywiscie, wiedzialam ze sa dzieci ktore prezentow nie dostaja w gole, ale wiedza a swiadomosc to dwie rozne rzeczy... Prawdziwie potrzebujace dzieci nie klada sie na sklepowej podlodze placzac zeby dostac zabawke, prawdziwie potrzebujace dzieci sa wdzieczne, prawdziwie potrzebujace dzieci mozesz poznac po oczach. I to wlasnie zrozumialam. Kiedy weszlam do domu, w korym wlasnie 'jedzono obiad', w ktorym trojka dzieci dzielila dwa ziemniaki z maslem, poczulam sie winna, doslownie przejadajac sie przez wszystkie swieta z rzedu. Zostawilam w tym domu wszyskie 'zapasowe' paczki i wszystkie zywnosciowe (jaki to dobry pomysl miec zapas w bagazniku). Zadne slowa nie sa w stanie opisac radosci chlopca, ktory dostal maly samochodzik (prawdopodobnie pierwszy w zyciu) czy kilkuletniej dziewczynki, ktorej oczy iskrzyly na widok zwyklej lalki. Myslalam ze to ja pomagam w Ekpie, ale to tak naprawde Ekipa pomogla mi. Teraz po prostu nie wyobrazam sobie Bozego Narodzenia bez tej akcji, ktora nadaje sens moim Swietom.
[Julka]