Wrażenia 2002
Wrażenia 2001

...uwaga! wszystkie teksty zamieszczono bez poprawek -
w takiej formie, w jakiej do nas dotarły...

To była moja druga "ekipa" i od razu zostałem rzucony na głęboką wodę... Zabrakło "kierowników" i tak się stało, że, nie zdając sobie wpałni sprawy z odpowiedzialności, kierowałem zbiórkę w CH Korona przez 2 pełne dni. Było ciężko, oj, było nawet bardzo ciężko, ale satysfakcja z wykonanej pracy, z tego, iż dzieciaki mogły dostać prezenty na święta, była 100x większa. Ponad 200 paczek, Ludzie(!) coś wspaniałego! Wszystkich zachęcam do pomocy w Ekipie Świętego Mikołaja. Bycie wolontariuszem to niesamowite doświadczenie...

[Piotrek]

W Ekipę angażowałem się po raz pierwszy. Spodobało mi się od razu. Było wspaniale. Pierwszego dnia miałem stać 4 godziny. Nie wiem ile stałem. Drugiego przyjechałem znowu. Nie mogłem nie przyjechać. Było jeszcze lepiej. Następny weekend wziąłem cały dzień. niesamowite uczucie. Zmęczenie, ból mięśni i niesamowita radocha. To jest coś specyficznego. Atmosfera, ludzie. I to coś czego nie da się opisać.

[Sławek]

To był jeden z ostatnich kursów w przeddzień Wigilii, w okolice III LO skąd nasze ekipy ruszały w trasę. Było już ciemno, pakowania, przygotowywania adresów i rozsyłania ekip została w końcu opanowane w takim stopniu, że w końcu mogłem też pojechać z prezentami.

Po wejściu do jednego z domów okazało się, że oprócz chłopca i dziewczynki w wieku jest jeszcze dwójka starszego rodzeństwa, której nie zgłoszono. Nie to jednak było w tej wizycie niezwykłe. Młodsza dziewczynka okazała się być głuchoniema. Jej zachowanie zdziwiło nas bardzo – normalnie dzieci najpierw zaglądają do paczek, a dopiero potem, na ogół na ’komendę’ rodziców dziękują za prezenty. Tu spotkaliśmy się z bardzo trudnym do oddania słowami ‘tańcem radości’ – dziewczynka nie mogąc nic powiedzieć wyrażała wszystkie swoje emocje gestami.... Zanim zajrzała do paczki kłaniała się nam po pas (dosłownie!), przytulała nas, głaskała… tak wyraziła swoje podziękowanie. Zaraz potem zaczęła
pokazywać rodzicom na nasze czapki, mówiła im w ten sposób, że jesteśmy mikołajami, posłańcami Św. Mikołaja. Kiedy dziewczynka, podziękowawszy, pobiegła do pokoju - mama wytłumaczyła nam, że to po to by się pochwalić starszej siostrze. Naprawdę warto dla takiej jednej wizyty włączyć się w organizacje akcji takiej jak nasza.

[Sebastian]

 Jak co roku nie było łatwo - zmiana partnera formalnego, problemy z miejscami zbiórek, wszystko przygotowywane na ostatnią chwile, okraszone masą formalności i długimi rozmowami z prawnikiem. Jednak, jak co roku, udało się zrobić prezenty i dostarczyć je do domów. Miło, że chociaż jednorazowo udział w akcji wzięły inne miasta Dolnego Śląska. Po raz pierwszy nie udało mi się pojechać z żadną z ekip, żeby porozwozić prezenty osobiście przed Wigilią. W samą Wigilię po drodze na tradycyjna kolację do rodziców miałem okazję dostarczyć podarunki do jednej wielodzietnej rodziny. Nie to jednak pozostawiło najgłębszy ślad w mej pamięci, nie ich skromniutka wieczerza wigilijna, do której właśnie zasiadali, nie radość ich dzieci… Jeszcze w Boże Narodzenie musieliśmy dostarczyć kilka paczek, których nie udało się dowieźć wcześniej. Zostało nam też trochę prezentów – postanowiliśmy je przekazać Domom Dziecka i tym ich podopiecznym, którzy Święta spędzali bez rodzin. Z tego właśnie kursu zapamiętam na długo obraz sali z ponad 10 łóżeczkami z dziećmi około roczku. Przygaszone światło, żeby mogły spać i nie rozrabiały – było późne popołudnie. Dwoje z dzieci – najwidoczniej chłopiec i dziewczynka miało rączki wystawione przez szczebelki łóżeczek… i przez sen trzymało się za rączki. One dla siebie w sytuacji, w której się znalazły, nie ze swojej winy, były jedynymi bliskimi osobami. My zaś często nie doceniamy tego, że jest ktoś, kto może nas potrzymać za ręke, przytulić, czy pocałować na dobranoc.

[Marcin]

Już drugi raz brałam udział w akcji "Ekipa Świętego Mikołaja". Jednak tym razem mogłam mocniej zaangażować się w pracę bo miałam pewne doświadczenia, wiedziałam co kiedy trzeba zrobić i z czym mogą być problemy... A pracy było bardzo dużo. Zbiórki w sklepach, zbieranie telefonów, liczenie darów, pakowanie paczek i najprzyjemniejsze- czyli rozwożenie prezentów. Podczas weekendów spałam bardzo krótko ponieważ pracując jako "kierownik zbiórek w jednym ze sklepów" najpierw cały dzień spędzałam w sklepie a później w nocy w domu myślałam co trzeba było zrobić
inaczej, jak będzie jutro itp. Przy pakowaniu prezentów było już więcej zabawy. Można było powymieniać uwagi ze zbiórek, pobawić się zabawkami. Dużo humoru wnosili też Piotrek i Łukasz , którzy ciągle mieli nowe pomysły na zwiększenie wydajności pracy i którzy podczas trwania akcji chyba wcale nie spali a zawsze mieli najwięcej energii. Nigdy też nie zapomnę miny moich rodziców kiedy wróciłam 22 grudnia do domu około północy mówiąc im, że właśnie byłam w hurtowni zabawek... nie chcieli mi uwierzyć ;) W końcu przyszedł czas na rozwożenie prezentów. To są
najpiękniejsze chwile. W tym roku najbardziej mnie wzruszyła dziewczynka głuchoniema, która w momencie kiedy dałam jej prezent rzuciła mi się na szyję, wycałowała mnie i gestami była w stanie wyrazić więcej niż ja kiedykolwiek potrafiłam powiedzieć używając słów... Oczywiście natychmiast zwilgotniały mi oczy, spojrzałam na mojego chłopaka, który był tam ze mną i zobaczyłam, że jego oczy też są mokre...

[Hania]